gik|iewicz

e-mail Facebook szukaj

Master of None to serial, którego drugi sezon jest dla mnie ogromnie pozytywnym zaskoczeniem

Specjalista od niczego (polskie tłumaczenie tytułu) w swoim pierwszym sezonie jest komediowym serialem o 30-sto kilkulatkach, w którym satyra na współczesną rzeczywistość jest przedstawiona w lekkiej i zabawnej formie. Każdy odcinek pierwszego sezonu przepełniony jest pozytywną atmosferą i zazwyczaj ma bardzo optymistyczny wydźwięk. Co mnie niezwykle zaskoczyło, drugi sezon jest już zdecydowanie bardziej złożonym tworem, w którym wątki obyczajowe i dramatu występują równie często jak elementy komediowe. Pierwszy sezon był pogodnym i całkiem dobrym serialem do obejrzenia i zapewne zapomnienia, drugi sprawił że zapamiętam go już na długo. Jeżeli jeszcze nie oglądaliście, musicie koniecznie go zobaczyć.


Satyra z dobrym smakiem

Rasizm, religia, orientacja seksualna, wiek, mniejszości – praktycznie każdy temat jest poruszany w niezwykle lekki sposób. Ten serial nie tworzy głupich gagów, naśmiewa się z panujących stereotypów, tak samo mocno jak z przesadzonej poprawności politycznej, często pokazując, że prawda leży zwykle gdzieś pośrodku. Każdy odcinek ma pewien motyw przewodni, który zaznaczony już jest w czołówce poprzez świetną kaligrafię.

Serial o milenialsach od milenialsów

Twórcy, Aziz Ansari (gra również główną rolę) oraz Alan Yang poruszają wiele współczesnych problemów, które zapewne w tej chwili przeżywają na całym świecie miliony ich rówieśników (pokolenie 30-sto kilkulatków): samotność, dziesiątki randek, poszukiwanie bliskości. Dzięki temu, że serial zawiera wiele wątków z życia Aziza (wspomina o tym w wywiadach), jest niezwykle autentyczny. Jakby było tego mało, rodziców Deva, czyli głównego bohatera grają w rzeczywiści rodzice Ansariego.

Woody Allen byłby z formy serialu dumny

Nowy York, dialogi, pozornie zwykłe historie, wszystko to już w pierwszym sezonie momentami przypomina filmy Allena. Liczne, klimatyczne kawiarnie, wystrój wnętrz (zakochałem się w drewnianym blacie w mieszkaniu Deva, serio) nadają całości dodatkowy klimat.

Master of None Nowy York

Nowy York. Zdjęcie Netflix.
Za to dopiero w drugim sezonie serial nabiera nowej wizualnej głębi. Nie liczy się już tylko treść, od teraz ważna jest również forma. Twórcy, jakby chcąc nam to zakomunikować, już na otwarcie nowego sezonu serwują nam w pełni czarno-biały odcinek we włoskich klimatach.

Dalej jest już tylko lepiej, piękne ujęcia, symetryczne sceny, świetne oświetlenie (gra kolorami). W drugim sezonie widać wyraźne inspiracje dobrym światowym kinem (np. Złodzieje rowerów). Na szczęście nie jest to zwykłe kopiowanie, ale ciekawa inspiracja i mrugnięcie oka do widzów. Ile razy można wałkować taniec z Pulp Fiction? Okazuje się, że wciąż można zrobić to ze smakiem. Całość dopełnia idealnie dobrana muzyka, która w zależności od tematu odcinka jest bardzo różnorodna.

Kilka scen utkwiło mi szczególnie w pamięci. Nigdy bym nie pomyślał, że moją ulubioną, będzie trzyminutowa jazda taksówką po Nowym Yorku z kamerą skierowaną na milczącego bohatera. W tym czasie nie padło żadne zdanie (poza jednym SMS-em), ale padło mnóstwo słów w kłębiących się myślach bohatera, które możemy praktycznie poczuć – WOW. Niestety, ta scena oderwana od całego odcinka nigdy nie będzie robiła na nikim wrażenia, ona stanowi integralną całość.

Master of None - scena w TaxiAziz Ansari (Dev). Scena w Taksówce.  Zdjęcie Netflix.

Serial idealny?

Oczywiście, są również w serialu elementy, które nie przypadły mi do gustu. Jest np. epizod w którym część historii odbywa się zupełnie bez dźwięku. Towarzyszymy w nim głuchoniemym bohaterom i odbieramy świat tak jak oni, a dialogi odbywają się w języku migowym. Odcinek w swojej formie jest bardzo odważny, ale przez to, że jest zupełnie oderwany od całości jest mało interesujący, a żarty w nim zawarte są momentami mało zabawne i zaniżają poziom całości. Ponadto niektóre odcinki bywają nierówne.

Jeżeli chodzi o grę aktorską, to mam wrażenie że Ansari z odcinka na odcinek grał coraz lepiej. Początkowo wydawał się nieco sztuczny, ale z czasem, gdy coraz bardziej poznajemy głównego bohatera, to zaczynamy wierzyć w jego postać.

Pozostali aktorzy w większości przypadków grają również naprawdę nieźle. Są momenty, gdy przyjaciele głównego bohatera bywają niezwykle irytujący, ale cóż, taka właśnie była ich rola w danym epizodzie. Jednak spośród wszystkich najbliższych Deva, najlepszym aktorstwem wyróżniają się kobiety, a w szczególności Alessandra Mastronardi.

Alessandra Mastronardi

Alessandra Mastronardi (Francesca). Zdjęcie Netflix.

Master of none to serial o prostych rzeczach, ale ze złożoną głębią

Nie jest łatwo opowiedzieć proste historie w interesujący sposób i nadać im formę autentyczności. Moim zdaniem, autorom Master of None to właśnie się udało.

Pierwszy sezon był niezwykle optymistyczny i pogodny, wszelkie niepowodzenia ostatecznie kończyły się zazwyczaj w jakiś pozytywny sposób. Serial wydawał się przez to momentami aż nieco dziwny. Przyzwyczajony do wiecznych zwrotów akcji i wszechobecnego fatum ciążącego na bohaterach innych seriali czekałem aż wreszcie wydarzy się coś negatywnego. I co? I nic, odcinek kończył się na swój sposób, zazwyczaj pozostawiając widzów z dawką pozytywnej energii.

Drugi sezon jest już za to bardziej dojrzały. Pozostał humor z poprzedniego, ale doszedł również nieco dramatyczny i emocjonalny ładunek opowiadanych historii. To właśnie ten sezon sprawił, że zapamiętam cały serial na długo.

Do dzisiaj nie jestem pewien jak interpretować ostatnią scenę drugiego sezonu. Mam kilka teorii, ale to są tylko moje domysły i to jest piękne. Nie zawsze wszystko trzeba podawać na tacy widzowi.

Serial dostępny jest na platformie Netflix i polecam go oglądać w jakość 4K* (szczególnie 2 sezon).

*4K w Netflixie dostępne jest w najwyższym planie Premium za 52 zł. Ze swojej strony sugeruję zakup tego pakietu w 4 osoby wraz z rodziną, bądź najbliższymi przyjaciółmi. Każda osoba może posiadać swój własny osobny profil, a miesięczny koszt Netflixa wynosi wtedy tylko 13 zł. Jest to oczywiście w pełni legalne i sam szef Netflixa nie widzi w tym nic złego.